Blog Andrzeja Malinowskiego

Okiem Pracodawcy

2008-02-04 12:46

Koniec marzeń o szybkiej eurowalucie?

W okresie minionego roku ceny towarów i usług wzrosły o 4% i przekroczyły roczny cel inflacyjny. Ten wzrost przede wszystkim uderzy w przedsiębiorców. Oznacza dalszy wzrost stóp procentowych, kredytów oraz kosztów własnych, co w prostej linii przełoży się na mniejszą możliwość konkurowania polskich firm na rynku krajowym i zagranicznym. Ale nie tylko: taki poziom inflacji przekreśla nasze staranie o szybkie wejście do strefy Euro.

Na wzrost inflacji wpłynął głównie wzrost cen żywności i paliw. Obniżyły się ceny usług łączności, odzieży i obuwia, a także usług w branży rekreacji i kultury. Istniejące trendy wskazują, że wyż cenowy utrzyma się co najmniej przez pierwszy kwartał 2008 roku, a inflacja średnioroczna może urosnąć do 5 – 6%. Sprzyjać temu będą roszczenia płacowe artykułowane przez pracowników sektora budżetowego i całej gospodarki publicznej oraz pierwsze oznaki dekoniunktury w gospodarce światowej.

Każdy wzrost inflacji sygnalizuje, że w gospodarce dzieje się coś złego. Według naszych prognoz szybko nie powrócimy do stanu, w którym przez długie miesiące inflacja oscylowała wokół 1–1,5%. Konfederacja Pracodawców Polskich spodziewała się takiego biegu wydarzeń. Już w styczniu ubiegłego roku wskazywaliśmy, że nadmierny wypływ gotówki na rynek, wysoka dynamika wzrostu płac oraz niestabilna sytuacja na rynku paliw i żywności skutkować będą wzrostem inflacji. Niebagatelny wpływ na ten wskaźnik miał 13% wzrost płac zanotowany w 2007 roku, oraz przedwyborcze rozdawnictwo Sejmu (szczególnie obniżenie składki rentowej, rodzinnej ulgi podatkowej oraz podwyżki płac dokonane w sferze budżetowej). Wzrost cen żywności tłumaczyć można nieurodzajem, a ceny paliw – wysokimi cenami ropy na giełdach światowych. Sytuacja jest o tyle trudna, że towarzyszy temu spowolnienie wzrostu gospodarczego. W przyszłym roku – jak prognozują czołowe światowe instytucje finansowe – spadnie on do ok. 5%, co przynieść może spowolnienie tempa spadku bezrobocia oraz dopływu nowych środków do budżetu. Prawdopodobnie, nadmiernie rozbudowane transfery socjalne zagrożą celom rozwojowym państwa oraz utrudnią zmniejszanie zadłużenia wewnętrznego.

To wszystko jasno wskazuje, że obecna koniunktura powoli słabnie. Dlatego martwi mnie to, iż poprzedni rząd nie wykorzystał okresu prosperity, by przygotować gospodarkę na czas bessy. Najbliższe miesiące powinniśmy przeznaczyć więc na szybkie wzmocnienie przedsiębiorstw oraz na zreformowanie ich otoczenia. Jednym z pierwszych zadań rządu powinny być działania ograniczające skutki wzrostu inflacji. Znaczenie mniejszy ubiegłoroczny deficyt, sięgający tylko 17 mld zł, wydaje się obiecującą zapowiedzią dalszych działań. Polska przestała być jednak liderem w rankingu niskich inflacji, co nie jest wprawdzie szczególnie niepokojące. Powodem do obaw jest to, że od początku 2007 roku inflacja pozostaje w wyraźnym trendzie wzrostowym. Obecny jej poziom przekreśla starania o szybkie dołączenie do strefy euro. Według zapowiedzi prof. Jerzego Hausera, który uczestniczył w spotkaniu zorganizowanym w siedzibie KPP, inflacja w 2009 roku może sięgnąć nawet 10%.

2008-01-18 12:32

Państwo Przyjazne Pracodawcom - pięć podstawowych warunków

Państwo jest silne tylko wówczas, gdy jest przyjazne wobec swoich obywateli. Podczas Pierwszego Kongresu Pracodawców wyraźnie stwierdziliśmy, iż właśnie takie państwo jest potrzebne polskim przedsiębiorcom. Jego zapowiedź dostrzegliśmy już w deklaracjach rządu, co publicznie doceniliśmy. Jednak rozliczać będziemy nie wizję, lecz jej realizację, nie pięknie brzmiące słowa, lecz twarde fakty. Pracodawcy nie domagają się wcale państwa idealnego, lecz takiego, które będzie respektowało przyjęte na siebie konstytucyjne zobowiązania. Potrzebne nam jest Państwo Przyjazne Pracodawcom.

Aby takie Państwo stało się rzeczywistością musi zostać spełnionych pięć istotnych warunków. Po pierwsze należy zwrócić pracodawcom wolność gospodarczą. Należy znieść koncesje, zezwolenia i administracyjne ograniczenia. Swoboda prowadzenia działalności gospodarczej jest zapisaną w Konstytucji zasadą, nie zaś przywilejem.

Drugim warunkiem jest zbudowanie szacunku dla prawa i wyeliminowanie z życia społecznego i gospodarczego strachu przed jego nadużywaniem. Nie możemy pozwolić na dalsze instrumentalne wykorzystywanie przepisów i środków represyjnych. Należy również pamiętać, że nie szanuje się kodeksów niemożliwych do przestrzegania – polskim pracodawcom potrzebne jest racjonalne, mądre, wykonalne i przewidywalne prawo gospodarcze oraz skuteczne sądownictwo, nie uwikłane w polityczne układy. Niezbędna jest także praktyczna - nie deklaratywna - równość wobec prawa.

Po trzecie należy uwolnić gospodarkę od polityki. Odpolitycznienie gospodarki i innych sfer życia, w których nie jest ona potrzebna, to warunek sine qua non państwa, z którym obywatele się utożsamiają. Należy zaprzestać praktyk zawłaszczania instytucji publicznych i obsadzania spółek Skarbu Państwa poprzez partyjne nominacje. Należy też jak najszybciej zakończyć funkcjonowanie takich aktów prawnych, jak np. ustawa kominowa.

Po czwarte niezbędne jest odebranie władzy urzędnikom, która z punktu widzenia funkcjonowania państwa, do niczego nie jest im potrzebna. To ona jest przyczyną korupcyjnych zachowań. Nadmierna władza, połączona z dostępną tylko urzędnikom wiedzą, tworzy patologiczne relacje w gospodarce i utrudnia normalny jej rozwój. Konieczność szybkiej debiurokratyzacji państwa uzasadnia również taka oto prawda: menedżerowie mają rozwiązanie dla każdego problemu. Urzędnik ma problem z każdym rozwiązaniem.

Ostatnim, lecz jakże ważnym warunkiem jest sprawnie funkcjonujący dialog społeczny. Pracodawcy chcą, współuczestniczyć w kształtowaniu gospodarczego oblicza Polski i mają do tego konstytucyjnie zapisane prawo. Musi to być jednak dialog autentyczny, a nie fasadowy – taki jak miał miejsce przez ostatnie 2 lata. Partnerzy społeczni powinni uczestniczyć w procesie stanowienia prawa już na etapie projektowania założeń do aktu prawnego.


Tych pięć warunków – choć niezbędnych - nie uczyni jeszcze Państwa, które wobec pracodawców będzie naprawdę przyjazne. Musimy również upowszechniać pozytywny etos przedsiębiorczości i ekonomicznego sukcesu. Jeżeli Pierwszy Kongres Pracodawców przybliży nas do spełniania tych warunków i budowy Państwa Przyjaznego Pracodawcom, będzie to naszym wspólnym, wielkim sukcesem.

2007-05-29 16:29

Czy lekarze muszą strajkować?

Ilekroć, gdy jestem świadkiem lub uczestnikiem – również jako wiceprzewodniczący Trójstronnej Komisji - debaty, albo wręcz batalii o naprawę sytuacji w służbie zdrowia, przychodzi mi na myśl, zasłyszana dawno maksyma „I z marzeń można zrobić konfitury. Trzeba tylko dodać owoce i cukier”. More...

Od wielu lat  -  w zasadzie od początku polskiej transformacji - odnoszę wrażenie, że nasi rządzący nie ustają w wysiłkach, by dobrą, czyli prawidłowo funkcjonującą służbę zdrowia zrobić wyłącznie z marzeń. Zapominają bowiem, że do tych marzeń, trzeba TYLKO dodać: radykalne reformy systemowe i pieniądze.

Akcja protestacyjna lekarzy, jest kolejnym dowodem na to, jak bardzo mści się niechęć do podejmowania tzw. niepopularnych społecznie decyzji. Odkładanie na później niezbędnych reform, ucieczka od odpowiedzialności oraz obawa polityków przed utratą sympatii wyborców. Że jest to droga donikąd, przekonały się wszystkie ekipy rządzące Polską po 89 roku. Robienie tylko „z marzeń” dobrej służby zdrowia, było jedną z przyczyn ich porażek.

Dlatego właśnie popieram postulaty strajkujących lekarzy. 

Obecny protest ożywił znowu dyskusje na temat pożądanego, funkcjonalnego kształtu systemu ochrony zdrowia w Polsce. Przy tej okazji warto przypomnieć, że oprócz niedofinansowania, powodami fatalnego stanu naszej służby zdrowia, są:

• brak odpowiednich mechanizmów, które gwarantowałyby efektywne i na wysokim poziomie wykorzystanie jej zasobów;
Budżetowe, czyli nasze - podatników pieniądze, nie muszą być jedynym źródłem wzrostu wynagrodzeń lekarzy.  Innym sposobem może być np. zachęcanie lekarzy do zakładania własnej działalności gospodarczej i rozwoju własnych firm. Samozatrudnienie to forma wykonywania pracy konstruowana z myślą o wolnych zawodach, a takim przecież jest zawód lekarza. Należy ją rozwijać, a nie blokować, tak jak to miało miejsce w ostatnim czasie.
Z pewnością należy zmienić finansowanie długotrwałego kształcenia lekarzy. Nie może być również tak, że młodzi 26-35 letni lekarze zarabiają około 1500 zł. Nie mogą być oni zmuszani, niezgodnie z normami unijnymi, do pracy po 12 godzin na dobę. Pacjenci muszą mieć zagwarantowane bezpieczeństwo i pewność, że są dokładnie diagnozowani i leczeni nie przez przemęczonych, z racji nadmiaru obowiązków lekarzy. Że poświęca się im tyle czasu, ile trzeba. 

• brak regulowanej konkurencji między różnymi dostawcami świadczeń
 
Oprócz podwyżek dla lekarzy, drugim niezwykle ważnym zagadnieniem jest urynkowienie usług medycznych. Według różnych sondaży, przeprowadzonych w ostatnim czasie, od 40 do 60 % ankietowanych Polaków opowiada się za dopłatami lub systemem dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych. To kolejny dowód, że pomimo licznych barier formalno - prawnych, drogą do poszukiwania nowych źródeł finansowania ochrony zdrowia jest rozwój podmiotów niepublicznych, bądź przekształcanie szpitali w spółki prawa handlowego. Szpitale pracujące w tej formie wypracowują zyski, a ich lekarze są wynagradzani odpowiednio do swoich umiejętności i wykształcenia.
Powrócę jednak do pytania skąd wziąć więcej pieniędzy na służbę zdrowia i czy zwiększyć składkę?

1. Wszyscy doskonale wiemy, że są w Polsce osoby, za które musimy solidarnie płacić, a których status materialny wcale tego nie wymaga, że są osoby, które płacą minimalną składkę mimo wysokich dochodów i że są wreszcie osoby, które płacą bardzo wysoką składkę, a oprócz tego wykupują komercyjne abonamenty, bo nie mają czasu przesiadywać w kolejkach, aby uzyskać podstawowe świadczenia medyczne. Najwyższy czas to zmienić. Należy pozwolić osobom o wysokich dochodach na komercyjne ubezpieczanie się od ryzyk zdrowotnych.
„Powszechne” pieniądze przeznaczmy zaś na zabezpieczenie świadczeń ratujących życie, czy leczenie schorzeń onkologicznych. Zabezpieczmy solidarnie - z powszechnego ubezpieczenia - osoby starsze, których emerytura uniemożliwia dodatkowe ubezpieczenia. Jednocześnie osobom, które są dzisiaj w wieku produkcyjnym, dajmy możliwość skorzystania z dobrowolnych ubezpieczeń pielęgnacyjnych.

2. Usługi medyczne to jedna z najważniejszych form realizacji  prawa człowieka do życia. Ich znaczenia nie sposób więc przecenić. Jednym z instrumentów finansowych państwa mającym na celu wspieranie konkretnej dziedziny gospodarki lub życia społecznego są ulgi podatkowe. Według mnie dobrym rozwiązaniem będzie wprowadzenie ulg podatkowych w ochronie zdrowia jako formy pozyskiwania nowych źródeł dofinansowania.

3. Obowiązkowe odpisy na pracowniczy fundusz socjalny tworzą corocznie pulę około 8 mld PLN; pieniądze te są wydawane później na różne cele socjalne. Z uwagi na to, że dostęp do usług zdrowotnych jest uznawany za element osłony socjalnej, skierowanej do osób chorych i tym samym narażonych na utratę zarobków z tego tytułu, Konfederacja Pracodawców Polskich proponuje zaliczenie usług zdrowotnych do puli dóbr i usług, które mogą być nabywane z puli funduszu socjalnego. Nie podniesie to obciążeń pracodawców, ani nie uszczupli przychodów budżetu państwa. To kolejny, konkretny pomysł, który naprawdę warto rozważyć.

I ostatnia sprawa, na którą chcę zwrócić uwagę: obecna sytuacja w służbie zdrowia stawia pytanie o jakość dialogu społecznego w tej sferze. Generalnie jest tak, że gdy nie ma dialogu – pojawiają się  protesty, strajki. To prosta konsekwencja. Docierające do nas sygnały świadczą o tym, że ten dialog został poważnie zaniedbany.

A, że sytuacja w służbie zdrowia naprawdę nie jest wesoła, wszystkim – i jej pracownikom i pacjentom i przede wszystkim decydentom przypominam dwuwiersz Aleksandra Fredry prosząc, by nie traktowali go dosłownie lecz pomyśleli o symbolicznym przesłaniu :

„Szanuj zdrowie należycie, 
bo jak umrzesz, stracisz życie”.
  
     

2007-03-28 14:06

Bierzemy sprawy w swoje ręce

Nie jest to tajemnicą, że zarejestrowanie i prowadzenie własnej działalności gospodarczej w Polsce nie jest drogą usłaną różami. Dzieje się tak przede wszystkim „dzięki” przepisom prawnym, które zbyt często są dla początkujące przedsiębiorcy niczym bieg z przeszkodami.Prawdę mówiąc później też nie jest o wiele lepiej. Zamiast budować pozycję swojej firmy przedsiębiorca spędza długie godziny nad zagmatwanymi przepisami, aby nie być posądzonym o nie wywiązanie się na czas z obowiązków wobec jednego z licznych na drodze polskiego biznesu, urzędów i instytucji.Czekaliśmy na program ułatwień dla przedsiębiorców od jesieni 2005 roku widząc jednocześnie, że nie są realizowane zapisy - obowiązującej przecież - ustawy o swobodzie działalności gospodarczej z 2004 roku skracające czas zakładania firmy oraz ograniczające liczbę i czas kontroli w firmach. More...Nie widząc wśród decydentów dostatecznej woli uzdrowienia sytuacji wzięliśmy „sprawy w swoje ręce”. Podczas debaty prowadzonej w środowisku przedsiębiorców zidentyfikowaliśmy największe, naszym zdaniem, bariery stawiane rozwojowi polskiego biznesu. Z naszych doświadczeń powstała Zielona Księga nosząca tytuł „Państwo Przyjazne Pracodawcom”. Opisuje ona działania, przykłady oraz przepisy, utrudniające życie pracodawcom. Stawia pytania, co jeszcze komplikuje aktywność ekonomiczną Polaków?Z zadowoleniem i, nie ukrywam z pewną nadzieją, przyjąłem fakt, że na postawione przez nas pytanie spróbowali odpowiedzieć rządzący. Pojawił się pomysł tzw. „Pakietu Kluski” - przez premiera Jarosława Kaczyńskiego górnolotnie przedstawiany jako „marsz ku swobodzie działalności gospodarczej”.

„Pakiet Kluski” jest podwójnym zobowiązaniem: Romana Kluski, który firmuje go swoim nazwiskiem i w pewnym stopniu bierze odpowiedzialność za jego sukces lub porażkę oraz premiera, który posiłkuje się nazwiskiem przedsiębiorcy będącego symbolem biurokratycznej dominacji nad gospodarką. Póki co wydaje się jednak, że Warszawska Giełda stała się miejscem prezentacji projektu głównie ze względów wizualno - symbolicznych, bowiem rządowe propozycje adresowane są wyłącznie do małych firm i mikroprzedsiebiorców.

Jeśli zapowiedzi złożone przez premiera zostaną zrealizowane, będzie to, w moim przekonaniu, krok w dobrym kierunku. Jednocześnie chciałbym zachęcić autorów kolejnych części „Pakietu Kluski”, by z większą uwagą wsłuchiwali się w głos debaty, która toczy się w środowisku przedsiębiorców. Poczekamy, zobaczymy, co z tego wszystkiego wyniknie.

Jestem natomiast przekonany, że Zielona Księga „Państwo Przyjazne Pracodawcom” nie została napisana PRZECIW nikomu. Powstała ZA: za polską przedsiębiorczością, za znoszeniem barier utrudniających rozwój gospodarki, za tym, by tysiące młodych ludzi było przekonanych, że opłaca się zakładać własne firmy i za tym, by miliony pracowników czuło się bezpiecznie w swoim miejscu pracy i nie obawiało się, że jutro wylądują „na bezrobociu”.

Ambicją KPP i autorów Księgi jest, przede wszystkim:


  • rozpoczęcie publicznej debaty o tych sferach życia gospodarczego, politycznego i społecznego, które hamują rozwój polskiej przedsiębiorczości,

  • prezentacja decyzji, działań lub zaniechań urzędów i instytucji państwowych utrudniających prowadzenie działalności gospodarczej,

  • zebranie głosów i opinii pokazujących przykłady nieuzasadnionej ingerencji państwa w ustawowo gwarantowaną swobodę gospodarczą,

  • wznowienie - po raz kolejny - dyskusji o nadmiernej, lub zgoła niepotrzebnej, ingerencji organów i urzędów państwa w gospodarkę.
Naszym zdaniem największe bariery polskiej przedsiębiorczości tkwią w aktach prawnych regulujących fundamentalne dla gospodarki kwestie, takie jak: rozpoczynanie działalności gospodarczej, zatrudnianie i zwalnianie pracowników, nabywanie nieruchomości, dochodzenie należności, uzyskiwanie kredytów, ochrona inwestorów oraz ochrona zarówno dłużników jak i wierzycieli wtedy, gdy przedsiębiorstwo ulega likwidacji.Naszym zdaniem system tworzenia prawa w Polsce nie odpowiada aspiracjom i oczekiwaniom społeczeństwa obywatelskiego, zwłaszcza nie zapewnia lojalnej współpracy rządu z partnerami społecznymi - w tym z organizacjami pracodawców.

Zwracamy uwagę, że bardzo istotnym problemem jest sposób informowania przez instytucje państwowe o rzeczywistych i wyimaginowanych przypadkach naruszenia prawa przez pracodawców. Mamy do czynienia z nasilającymi się zjawiskami mediatyzacji i teatralizacji procesów, na co zwrócili uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich i Prezes Trybunału Konstytucyjnego. Upowszechnianie i szczególne nagłaśnianie negatywnych informacji o osobach prowadzących działalność gospodarczą, jest traktowane jako forma uwiarygodnienia oraz kreowania pozytywnego image organów kontrolnych i stojących na straży przestrzegania prawa.

Dowodzimy w Zielonej Księdze, że mimo istnienia prawnych i instytucjonalnych gwarancji swobody działalności gospodarczej, jest ona wciąż - w sposób nieuzasadniony - ograniczana. Dowodem są, między innymi, wysokie koszty związane z rozpoczęciem działalności gospodarczej, mogące definitywnie zniechęcić kandydatów na przedsiębiorców.

Piszemy także o prawie podatkowym - wciąż nie jest ono stosowane jednolicie w całym kraju; różne organa interpretują je w różny - bywa, że sprzeczny ze sobą - sposób. Sprzyja temu zawiłość i niestabilność systemu podatkowego.

Odnosimy się również do praktyki stosowania przepisów karnych i karnoskarbowych. Zadaniem państwa powinno być tworzenie takiego prawa, które zapewni uczciwość i sprawność obrotu gospodarczego oraz równoważenie interesów osób prowadzących działalność gospodarczą z interesami osób odgrywających inne role w obrocie gospodarczym i życiu społecznym. Obecne regulacje prawa karnego, a szczególnie praktyki ich stosowania w sposób rażący naruszają tak rozumianą funkcję państwa. W szczególności nadużywany jest, bardzo dolegliwy środek, jakim jest areszt tymczasowy oraz inne, takie jak, zajęcie kont bankowych przedsiębiorców. Te instytucje prawne są stosowane w Polsce z naruszeniem zasady proporcjonalności, gdyż w odniesieniu do pracodawców łączą się z daleko idącymi konsekwencjami i problemami związanymi z zarządzaniem przedsiębiorstwem, zachowaniem płynności finansowej itd. Warto zwrócić uwagę, że areszt jest często stosowany nie jako środek zapobiegawczy, lecz czysto represyjny.

Oczekujemy szczególnie pilnie: rozwiązań obniżających koszty pracy, upraszczających system podatkowy, wprowadzenia odpowiedzialności materialnej urzędników za błędy i niezgodne z prawem decyzje prowadzące do strat finansowych po stronie przedsiębiorcy, zmian w regulacjach dotyczących zatrudniania niepełnosprawnych oraz rozwiązania kwestii emerytur pomostowych, ograniczających możliwości przechodzenia na wcześniejsze emerytury.

Zielona Księga jest apelem polskich pracodawców o podjęcie dialogu, który pozwoli na wyeliminowanie problemów, barier i nieprawidłowości w życiu gospodarczym. Jestem przekonany, że państwo powinno firmę kontrolować od strony wywiązywania się z obowiązków podatkowych i przestrzegania prawa pracy, ale same procedury powstawania i działania firm powinny być jak najprostsze. Tymczasem regulacji prawnych jest stanowczo zbyt wiele i są one za bardzo skomplikowane. O zmianę tej niekorzystnej dla przedsiębiorców sytuacji będziemy apelować aż do skutku. Jestem przekonany, że się uda.

Wszelkie informacje i treść Zielonej Księgi znajdą Państwo na stronach:

www.kpp.org.pl/zkppp oraz www.programppp.pl

Uwagi, opinie i komentarze dotyczące spraw i zjawisk opisanych w Zielonej Księdze

prosimy kierować na adres: zkppp@kpp.org.pl

2007-02-08 12:28

Dokąd jedzie Pekaes

Każdy z nas choć raz jechał „pekaesem”. Dla jednych jest to codzienna konieczność, dla innych - sposób na przygodę i stosunkowo tania metoda na pokonanie dużych odległości w czasie wakacyjnych eskapad. Jeszcze inni sporadycznie korzystają w tego rodzaju transportu. Niezależnie jednak od częstotliwości, z jaką jeździmy autobusami, każdy z nas bezbłędnie rozpoznaje znak firmowy PKS. W życiu codziennym, szczególnie w rejonach i środowiskach, w których Państwowa Komunikacja Samochodowa jest jedyną formą zbiorowej komunikacji, ale także w filmie czy, literaturze ten skrót stał się synonimem autobusu…

Niestety, jak pokazują najnowsze badania, kondycja przedsiębiorstw PKS nie jest najlepsza. Zdecydowana większość z nich przynosi straty. Zyski - jeśli już są - to są bardzo niewielkie. Są to efekty działań i zaniechań wobec tej branży sprzed lat osiemnastu …

Wprowadzane w Polsce na początku lat dziewięćdziesiątych zasady gospodarki rynkowej polegały głównie na liberalizowaniu i deregulacji rynku. Co to oznaczało dla PKS-ów? Otóż, zmalał popyt na usługi przewozowe i zamiast oczekiwanej poprawy w zakresie jakości przewozu, obniżenia kosztów czy wzrostu efektywności firm transportu samochodowego, ich rentowność drastycznie spadła.

Państwowa Komunikacja Samochodowa to nie tylko poważny przewoźnik w naszym kraju, ale i potężny pracodawca. Zatrudnia ok. 40 tys. ludzi. Z tego względu Konfederacja Pracodawców Polskich aktywnie zabiega o poprawę sytuacji przedsiębiorstwa.

Jak jest

Na początku zdefiniujmy, jak jest obecna sytuacja PKS-ów. W niektórych województwach działa ich zbyt wiele. W efekcie tabor nie jest w pełni wykorzystywany, zbyt duże są zatem koszty działalności. Często zmienia się kadra zarządzająca. Państwo często nie wypełnia prawidłowo swoich funkcji właścicielskich.

Zaostrzyła się konkurencja ze strony drobnych prywatnych przewoźników, którzy stosują z reguły nieuczciwe praktyki w pozyskiwaniu pasażerów, dokumentowaniu i rozliczaniu przewozów. Przewoźnicy ci z reguły nie posiadają własnej bazy usługowej, administracji, dodatkowych obciążeń wobec Skarbu Państwa, a wykonują przewozy na najbardziej rentownych trasach i po znacznie niższej cenie niż PKS.

W Polsce zbyt łatwo zdobyć zezwolenie na świadczenie usług przewozowych. Brak jest regulacji prawnych, które zapewniłyby stabilność i bezpieczeństwo rynku przewozów pasażerskich. Powołanie Państwowej Inspekcji Drogowej tylko częściowo poprawiło bezpieczeństwo przewozów. Utrzymywanie takiego stanu stwarza zagrożenie dla dalszego funkcjonowania przedsiębiorstw PKS i wypełniania przez nie funkcji publicznego przewoźnika, zwiększa także ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej, opóźnia lub uniemożliwia usprawnianie i unowocześnianie usług.

Co robić

Jednym ze sposobów wyjścia z impasu jest umożliwienie przedsiębiorstwom PKS swobodnego przekształcania się w taki sposób, który zapewniłby im z jednej strony stabilność zarządzania, z drugiej - możliwość rozwoju. Ich przekształcenia własnościowe powinny uwzględniać konieczność zachowania podstawowej funkcji publicznego przewoźnika przewozów pasażerskich, integralność przedsiębiorstwa oraz stabilność zatrudnienia. Spełnienie tych założeń wymaga, aby preferowani byli ci uczestnicy procesu zmian własnościowych, którzy akceptują powyższy model i traktują swój udział w nim jako inwestycję długoterminową.

Pod względem przekształceń własnościowych obecna struktura 174 przedsiębiorstw PKS w całym kraju przedstawia się następująco:

  • 56 przedsiębiorstw zostało skomercjalizowanych i działa w formie spółek akcyjnych i spółek z ograniczoną odpowiedzialnością ze 100-procentowym udziałem Skarbu Państwa,
  • 65 przedsiębiorstw zostało sprywatyzowanych w formie prywatyzacji bezpośredniej, w tym 40 przedsiębiorstw - w drodze leasingu pracowniczego,
    19 - w drodze wniesienia przedsiębiorstwa do spółki utworzonej z innym podmiotem, 6 - w drodze sprzedaży bezpośredniej, 1 przedsiębiorstwo zostało zlikwidowane,
  • 53 przedsiębiorstwa nadal działają jako przedsiębiorstwa państwowe.

I tu ważna uwaga! Rozważając koncepcje prywatyzacyjne, powinniśmy pamiętać, że – z jednej strony - przedsiębiorstwa PKS często posiadają duży majątek i zatrudniają bardzo wielu pracowników. Niektóre z nich dodatkowo mają atrakcyjne nieruchomości. Z drugiej strony są one stosunkowo mało rentowne lub wręcz przynoszą straty, mają niskie wskaźniki zwrotu kapitałów własnych oraz znaczne potrzeby inwestycyjne, szczególnie w zakresie modernizacji taboru. Niestety, jest pewną niedobrą regułą, że ich działalność przewozowa przynosi straty. To z kolei powoduje, że zainteresowanie inwestorów zewnętrznych uczestnictwem w procesie prywatyzacji tych przedsiębiorstw jest niewielkie.

Naszym zdaniem, w przypadku grupy tych przedsiębiorstw, które już zostały skomercjalizowane i dzięki temu osiągają korzystne wyniki finansowe, przekształcenia własnościowe powinny przebiegać w formie leasingu. Polegałoby to na oddaniu całego majątku jednoosobowej spółki akcyjnej (spółki z ograniczoną odpowiedzialnością), wraz ze zobowiązaniami, Skarbowi Państwa do odpłatnego korzystania, z opcją przeniesienia własności do spółki kapitałowej, utworzonej przez pracowników.

Przy zastosowaniu tej drogi, przez cały okres umowy leasingowej obydwie spółki by funkcjonowały, a opłaty leasingowe byłyby wpłacane na rzecz spółki Skarbu Państwa. Do określenia zasad takiego leasingu można stosować pomocniczo przepisy regulujące zasady leasingu pracowniczego. Po zakończeniu umowy leasingowej spółka Skarbu Państwa uległaby rozwiązaniu lub kontynuowałaby działalność w innym zakresie. Drogę tę można zastosować w oparciu o przepisy prawne kodeksu spółek handlowych. Wymaga ona uzyskania zgody zgromadzenia wspólników spółki Skarbu Państwa, czyli Ministra Skarbu Państwa. Droga ta nie była też dotąd stosowana przez resort skarbu państwa.

W przypadku przedsiębiorstw w trudnej sytuacji finansowej, a zatem takich, których kapitały własne - w wyniku poniesionych strat z lat ubiegłych - są niższe niż 50 tys. zł lub ujemne, pilnie należy zastosować formułę aportową. Polega ona na wniesieniu przedsiębiorstwa państwowego do jednoosobowej spółki Skarbu Państwa. Podstawą prawną tego rozwiązania jest art. 20a ustawy o prywatyzacji i komercjalizacji, niezależnie od możliwości prawnych zawartych w kodeksie spółek handlowych. Droga ta zakończy działalność przedsiębiorstwa państwowego jako samodzielnego podmiotu prawnego, ale zapewni pracownikom kontynuację zatrudnienia. Przejście zatrudnienia wówczas następuje samoistnie, bez rozwiązywania umów o pracę. Wobec pracowników przejętych przez nowego pracodawcę będzie miał zastosowanie system zatrudniania i wynagradzania, który u niego obowiązuje. Droga ta daje też szansę na konsolidację rynku przewozowego i poprawę efektywności działalności takiego przedsiębiorstwa.

Wybór odpowiedniej formy przekształceń PKS-ów z pewnością przyniesie zmiany na lepsze. Warto go dokonać, aby ocalić - tworzony przez lata – wielki potencjał tego przewoźnika: zastęp fachowców, doświadczenie rynkowe, infrastrukturę i zaplecze techniczne. Aby PKS nadal kojarzył się z autobusem, a nie z bankrutem.

2007-01-19 10:36

Co z polskim euro?

Od pewnego czasu na pytanie, kiedy Polska wejdzie do strefy euro, słyszymy - wtedy, gdy będziemy gotowi i będzie to dla nas najbardziej korzystne. Mamy nowego prezesa Narodowego Banku Polskiego, czas zatem po raz kolejny postawić pytanie: kiedy Polska będzie gotowa na przyjęcie euro, albo inaczej - kiedy to będzie dla nas najbardziej korzystne?

Poza wszelką wątpliwością pozostaje fakt, że wspólna waluta wcale nie gwarantuje sukcesu. Wręcz przeciwnie, proces integracji gospodarczej i walutowej niesie za sobą duże ryzyko. Jest to jednak dla nas ogromna szansa. Od tego, jak ją wykorzystamy, zależeć będzie nasz sukces.

Kraje, które przyjęły euro, tworzą wspólnotowy obszar walutowy. Jaki on jest? Przede wszystkim jest stabilny i mocno zintegrowany. Jest tam niska inflacja i niskie stopy procentowe. Są to bardzo sprzyjające warunki do trwałego i zrównoważonego wzrostu gospodarczego.

Pełny udział w Unii Gospodarczej i Walutowej jest szczególnie istotny dla takiego kraju, jak Polska, która wciąż jest importerem kapitału. Mimo naszego potencjału rozwoju, sami nie jesteśmy w stanie zrealizować wielu inwestycji. Brak nam dostatecznych źródeł ich finansowania. Zwłaszcza wdrażanie rozwiązań innowacyjnych napotyka na taką barierę. Po przyjęciu wspólnej waluty import kapitału będzie tańszy, łatwiejszy i mniej ryzykowny. Z tego względu możemy się spodziewać, że po wejściu do strefy euro staniemy się krajem bardziej atrakcyjnym dla inwestorów zagranicznych, o których pieniądze dziś tak zabiegamy.

Nie bez znaczenia dla przedsiębiorców pozostaje również wyeliminowanie ryzyka kryzysu walutowego oraz wzrost wiarygodności polityki makroekonomicznej. Każda działalność gospodarcza obarczona jest pewnym ryzykiem. Przystąpienie Polski do strefy euro pozwoli wyeliminować jeden z elementów tego ryzyka - ryzyko zmiany kursu waluty w obrocie wewnątrzwspólnotowym. Większa stabilność i przewidywalność otoczenia bowiem sprzyja rozwojowi przedsiębiorczości.

Chcąc być obiektywnym, nie można zapominać także o pewnych zagrożeniach, jakie niesie ze sobą wejście do strefy euro. Z pewnością jednym z najważniejszych wyzwań w tej kwestii jest odpowiednia ochrona konsumentów przed gwałtownym i spekulacyjnym wzrostem cen. Warto w tym zakresie skorzystać z bardzo świeżych doświadczeń Słowenii. Za kilka miesięcy będziemy już mogli ocenić pierwsze efekty wejścia tego kraju do UGW. Będziemy wiedzieli, co się udało, a co nie. Jesteśmy w tej dobrej sytuacji, że możemy uczyć się na cudzych błędach. Powinniśmy naśladować te działania, które okazały się skuteczne, a unikać tych, które okazały się klapą.

Warto również sięgnąć do doświadczeń związanych z wymianą naszej waluty w latach 1995-1996. Na przykład, przez pewien okres ceny powinny być podawane w dwóch walutach, podobnie, jak to miało miejsce u nas, przy denominacji złotego. Oczywiście, denominacja to nie to samo, co zmiana waluty, ale pewne schematy będą się powtarzać.

Cały czas słyszymy, że Polska nie jest gotowa, aby przyjąć euro, i co do tego nie mam wątpliwości. Moja wątpliwości zaczynają się, gdy patrzę na to, co robimy, aby się do tego przygotować, oraz jak długo to trwa. Słowenia pokazała, że proces przystąpienia do wspólnej waluty wcale nie musi być długotrwały. Oczywiście, wymaga odpowiednich przygotowań, ale - jak głosi powiedzenie - „Jak ktoś chce, to potrafi”.

2007-01-12 15:49

Nowi członkowie - nowe nadzieje

Nowy rok zwykle niesie ze sobą wiele zmian w gospodarce. Zaczyna obowiązywać nowy budżet (ewentualnie prowizorium, ale to także zmiana), zmieniają się podatki, wzrasta płaca minimalna. W tym roku zmieniła się jeszcze jedna ważna rzecz – Unia Europejska ma dwóch nowych członków – Bułgarię i Rumunię. More...

Jakie to ma znaczenie dla Polski? Czy nasze firmy znajdą w tych krajach szansę na rozwój? Czy przedsiębiorstwa z tych państw „zaatakują” nasz rynek? – te pytania nurtują wielu ludzi gospodarki. Wszyscy natomiast zastanawiamy się, czy będzie to dla nas szansa na pozyskanie wykwalifikowanych pracowników. A takich w kraju coraz częściej brakuje… 

Polacy masowo wyjeżdżają za granicę, aby tam podejmować pracę. To wyraźnie negatywnie wpływa na rynek pracy i na sytuację gospodarczą całego kraju. Mamy zatem do czynienia z pewnym paradoksem. Coraz więcej firm tworzy miejsca pracy, na które coraz częściej brakuje pracowników. A to wszystko dzieje się w kraju, gdzie bezrobocie nadal sięga blisko 15%. 

Według szacunków, pod koniec III kwartału 2006 roku brakowało w firmach ponad 70 tys. wykwalifikowanych pracowników, z tego blisko 12 tys. z wykształceniem wyższym. Poszukiwano też techników, robotników przemysłowych, operatorów, kierowców, pracowników budowlanych. Poważne problemy ze znalezieniem specjalistów, zarówno inżynierów, jak i wykwalifikowanych robotników, ma przynajmniej 15 % polskich przedsiębiorców! Pracowników brakuje w co piątej firmie z branży budowlanej, u co czwartego producenta mebli i w co trzeciej spółce działającej w przemyśle drzewnym. Jak widać, potrzeby są ogromne. Efektem są na razie przede wszystkim rosnące płace.  

Pracodawcy upatrywali szansy na znalezienie pracowników w nowych krajach członkowskich Unii. Dlatego z entuzjazmem przyjęli wiadomość o otwarciu się na ich rynki pracy.  Osobiście doradzam jednak umiarkowany optymizm. Pamiętajmy, że większość Polaków wyjechało do pracy do Niemiec, czyli do kraju sąsiadującego z naszym, lub Anglii czy Irlandii, dokąd uruchomiono tanie linie lotnicze. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – z powodu stosunkowo niewielkiego kosztu takiego wyjazdu, a więc i niewielkiego ryzyka w razie nieznalezienia pracy.  

Ani Rumunia, ani Bułgaria nie graniczy z Polską. Mało tego, oba kraje są od nas znacznie oddalone, a połączenia lotnicze na tamtym rynku wciąż są bardzo drogie. Koszt wyjazdu do pracy do Polski byłby więc dla obywateli tych krajów stosunkowo wysoki i tylko nieznacznie niższy niż koszt wyjazdu, na przykład, do Niemiec. W Niemczech ponadto łatwiej jest odpracować wydatki na podróż, gdyż wynagrodzenia tam są wyższe niż w Polsce.  

Mój umiarkowany optymizm dotyczy także pracowników najbardziej deficytowej dla nas branży – budownictwa. Po pierwsze - wielu Bułgarów i Rumunów jeszcze przed wejściem do UE pracowało już w tej branży na Zachodzie. Po drugie – będą potrzebni u siebie, gdy budownictwo w ich krajach zacznie się dynamicznie rozwijać. Oceniam, że do Polski przyjedzie zaledwie kilka tysięcy osób. To stanowczo zbyt mało, aby zaspokoić krajowe potrzeby. Ztego względu trzeba poważnie zastanowić się nad wprowadzeniem ułatwień przy zatrudnianiu pracowników zza wschodniej granicy, czy nad modernizacją systemu kształcenia ustawicznego.   Krokiem w dobrym kierunku była decyzja o otwarciu rynku pracy w rolnictwie dla pracowników z tych krajów. Na taki ruch czekają teraz inne branże.  Czas wreszcie także, aby pomyśleć, jak zachęcić młodych Polaków, którzy wyjechali za granicę, aby wrócili do kraju, tu zainwestowali zarobione pieniądze i wykorzystali zdobyte doświadczenia. Mam tu na myśli systemowe rozwiązania. Nie mamy bowiem się co się łudzić, że podniesienie płacy minimalnej o 30 czy 50 zł zachęci do powrotu tych, co zarabiają za granicą 5 czy 8 tys. zł.

2007-01-04 10:39

Państwo w głowie – pustki w kieszeni

Nowy rok to nowe wyzwania, przyrzeczenia i obietnice. Ale nowy rok to także nowy budżet państwa. Państwo w głowie - pustki w kieszeni - powiedzenie to właściwie oddaje ducha budżetu na rok 2007, przyjętego tuż przed świętami przez parlament. Nie jest to budżet, jakiego oczekiwaliśmy. Nie wykorzystuje, bowiem szans, jakie daje dynamicznie rozwijająca się gospodarka. Zabrakło w nim instrumentów pobudzających rozwój innowacyjności, inwestycji i w ogóle przedsiębiorczości.More...

Nie ma w nim środków również na realizowanie sztandarowego hasła, jakim jest walka z bezrobociem. Być może stało się tak, iż w głowach polityków było za dużo myśli o państwie, a zabrakło dbałości o gospodarkę, która jest przecież podstawą każdego organizmu państwowego. Bo jak zauważył jeden z polityków, gospodarka rośnie sama. Czyżby przybyło nam nowe powiedzenie, że władza śpi a gospodarka jej rośnie?

Okres koniunktury gospodarczej powinien być wykorzystany do zreformowania systemu finansów publicznych państwa, aby w czasie gorszej koniunktury nie powstawała konieczność gwałtownego powiększenia deficytu i długu państwa - tak apelują do nas instytucje międzynarodowe i rodzimi eksperci. Tymczasem większe wydatki budżetowe mają być sfinansowane z wyższych wpływów podatkowych. Udział podatków w PKB, który jest miarą fiskalizmu, pozostał - mimo obietnic - na zbliżonym poziomie do tegorocznego, a nawet nieco wzrasta. To oznacza, że niektóre grupy podatników mogą zapłacić większe podatki. Niebezpieczną tendencją, ujawnioną w budżecie jest także 8,5-proc. wzrost planowanych wydatków, dwukrotnie wyższy od przewidywanego poziomu wzrostu gospodarczego - 4,6 proc. Moim zdaniem może się okazać, że wpływy z podatków są przeszacowane i nie uda się zrealizować zakładanych dochodów.

Budżet 2007 roku nie wspiera też wzrostu gospodarczego. Dominują w nim wydatki o charakterze socjalnym i konsumpcyjnym. Brakuje nakładów prorozwojowych, a wielkość ich relacji do planu wydatków zmalała o 2 pkt. proc.

Nie będę narzekał, że administracja znów dostała więcej pieniędzy, choć miało być tanie państwo. Wspomnę o zagrożeniach. Otóż wpadamy w pułapkę zadłużeniową, podobnie jak za Gierka w latach 70. W 2002 roku dług dewizowy Polski wyniósł 29 mld USD. W 2006 roku sięgnął 42 mld USD. Natomiast dług publiczny szybkimi krokami zbliża się do pół biliona… Wartość polskich obligacji w portfelach zagranicznych instytucji finansowych, banków i inwestorów indywidualnych wyniosła w minionym roku 74 mld zł. W 2001 roku - roku „dziury” Bauca - było to 21 mld zł.

W sumie koszty obsługi długów (publicznego, zagranicznego i krajowych papierów skarbowych) wyniosą ponad 60 mld zł, zaś źródłem sfinansowania potrzeb pożyczkowych państwa ma być dalsze zapożyczenie się za granicą na 10 mld zł i emisje krajowych papierów skarbowych na ponad 36 mld zł.

Jest to - jak wspomniałem na wstępie - budżet bardzo propaństwowy, gdzie państwowość niestety oznacza silniejszą obecność państwa w gospodarce i zarazem antyrynkowy, bowiem zmiany centralizują zarządzanie i wydatkowanie pieniędzy oraz oznaczają zmniejszenie obszaru dla społecznej gospodarki rynkowej i samorządów.

Ogólnie budżet zasługuje wyłącznie na krytykę. Jednak, żeby nie popadać w skrajności za pozytywne odnotować trzeba włączenia do budżetu środków UE. Zmniejszy to liczbę źródeł finansowania, a co za tym idzie zwiększy się elastyczność pomiędzy poszczególnymi programami. Dla przedsiębiorców oznaczać to może więcej środków na pomysły cieszące się największym zainteresowaniem.

2006-12-15 14:34

Akcyza niszczy rynek

Od 1 grudnia 2006 r. obowiązują nowe stawki podatku akcyzowego na samochody. Obecnie wszystkie samochody osobowe, bez względu na wiek, są objęte taką samą stawką podatku akcyzowego. Jest to reakcja polskiego rządu na krytykę naszego systemu podatku akcyzowego na samochody ze strony Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

Przeczytaj cały wpis »

2006-12-09 14:20

Komu przeszkadza samozatrudnienie

Światowym trendem staje się coraz powszechniejsze odchodzenie od tradycjach sposobów zatrudnienia, takich jak umowa o pracę, na rzecz form bardziej elastycznych. Polski rynek powoli dopasowuje się do tych tendencji. Z tego względu ważne jest, aby przepisy prawa nadążały za potrzebami rynku. Tymczasem wchodząca w życie od 1 stycznia 2007 roku nowelizacja ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych w praktyce oznaczać może ogromny wzrost ryzyka związanego z samozatrudnieniem. Dziś dotyczy to ok. 300 - 400 tysięcy osób.

Przeczytaj cały wpis »